Skip navigation

Tag Archives: post in Polish

Krótko po odejściu z funkcji ministra cyfryzacji Anna Streżyńska postanowiła założyć spółkę. Oczywiście przez internet, bo wcześniej sama podkreślała, że dzięki nowoczesnym rozwiązaniom informatycznym to zwykła formalność. Okazało się, że Ministerstwo Sprawiedliwości coś już zdążyło zmienić i system nie przyjmuje jednego z wymaganych załączników. Rejestracja spółki, która z założenia trwać miała 24 godziny, zajęła jej trzy tygodnie, bo wymagany załącznik dosłać trzeba było za pośrednictwem poczty.

Wymiar sprawiedliwości chyba najskuteczniej opiera się cyfryzacji w kontakcie z obywatelem. Osobiście doświadczył tego jeden z menedżerów pracujących nad koncepcją cyfryzacji sądowej administracji. – Kładli nasze pomysły jeden po drugim. Wreszcie mnie olśniło i zapytałem, jak oni wyobrażają sobie ten proces – opowiada. – Okazało się, że według nich obywatel oczywiście powinien móc wysłać do sądu mail. Tylko ktoś musi go otworzyć, wydrukować, wsadzić do koperty i wysłać listem poleconym, żeby mogli wkleić go sobie do akt.

Żaden z dużych projektów informatycznych, które były pilotowane w policji, nie wszedł w życie. Nie powiodły się nawet te, w których policja dostawała bezpłatnie gotowe narzędzie. Taką propozycję złożyły firmy ubezpieczeniowe, którym zależało na udrożnieniu obsługi wypadków drogowych poprzez cyfrową aplikację. Ubezpieczyciele, w zamian za możliwość zasysania danych, które i tak policja musi im udostępniać, chcieli przekazać potrzebny sprzęt, oprogramowanie i jeszcze zapłacić za szkolenia. Na samych znaczkach pocztowych policja mogła zaoszczędzić miliony, których tak brakuje na nowe etaty w drogówce. Projekt odrzuciło dwóch kolejnych komendantów głównych. W zasadzie bez uzasadnienia.

Z kontroli NIK wynika, że są i takie systemy, które kosztowały miliony, a gdyby zniknęły, to nikt by tego nie zauważył. Z aplikacji e-Wniosek, zamówionej przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, skorzystało w 2015 r. 8 tys. rolników, czyli 0,59 proc. uprawnionych. Aplikacja kosztowała 1,4 mln zł. Władze Agencji postanowiły iść za ciosem. W 2016 r. za kolejne 2,3 mln zł poprawiono funkcjonalność systemu. Liczba rolników składających wnioski tą drogą wzrosła o 3 tys. osób. Rok później wydano na ten cel 5,5 mln zł. Na inne zadania związane z informatyzacją ARiMR poszło jeszcze 98 mln zł. Tylko w jednym roku i tylko w jednej rządowej Agencji. A dalej dokumentacja prowadzona była na papierze.

Profilu zaufanego, wymaganego do korzystania z usług e-PUAP, nie założył nawet informatyk Michał Tabor, który był ojcem przedsięwzięcia. Swoją decyzję wytłumaczył na łamach miesięcznika „ComputerWorld”: „Rozwiązanie nie ma właściciela biznesowego, co powoduje, że nikt kwestii bezpieczeństwa nie kontroluje. Wobec tego muszę z przykrością stwierdzić, że nie używam profilu zaufanego e-PUAP, nigdy go nie założyłem i odradzam jego stosowanie”.

Nowy e-PUAP kosztował 140 mln zł. Krótko po jego odpaleniu sukces projektu zmącił Karol Breguła, informatyk z Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. Breguła przypadkowo odkrył, że e-PUAP jest właściwie e-PUŁAPKĄ. Co z tego, że ludzie wysyłają za jego pośrednictwem wnioski do urzędów, skoro w wielu z nich nikt nawet nie zagląda do elektronicznych skrzynek? Konkretnie w 2826 instytucjach na ponad 15 tys. podłączonych do e-PUAP nie doszło do ani jednego zalogowania się do systemu. A w sądach z platformy nie korzystano w ogóle, powołując się na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 2014 r.

Wart w sumie 61 mln zł projekt [Zintegrowany Moduł Obsługi Końcowego Użytkownika] formalnie został odebrany i nieoficjalnie pogrzebany. System nigdy nie wszedł w życie. A sprzęt komputerowy, którego wiele urzędów nawet nie zdążyło wyciągnąć z pudełek, stracił gwarancję.

Frustracja urzędników sięgnęła zenitu, kiedy okazało się, że jedna z czterech podstawowych baz danych, na jakich mieli pracować, czyli Baza Usług Stanu Cywilnego, była pusta. – Zero. Dokładnie tyle z prawie 90 mln aktów stanu cywilnego znalazło się w systemie [Źródło] w dniu jego uruchomienia, choć w każdym urzędzie dane te były przechowywane w wersji elektronicznej – dodaje naczelnik. W czasie sztabu kryzysowego usłyszał, że będzie musiał postawić na „entuzjazm po godzinach”, bo ministerstwo zapomniało zadbać o sfinansowanie migracji danych z systemów już istniejących.

Kamieniem milowym aplikacji [Źródło] miała być m.in. w pełni cyfrowa procedura wydawania aktów stanu cywilnego. I rzeczywiście w aplikacji można uzyskać taki plik. Skorzystał z tej opcji jeden z wiceministrów odpowiedzialnych za cyfryzację. W efekcie na sprawę rozwodową czekał pół roku dłużej, bo sąd nie uznał cyfrowego dokumentu i trzeba było wyznaczyć kolejny termin.

Źródło:
Juliusz Ćwieluch, “Polska e-tam”, Polityka, 27 listopada 2018

Advertisements

W 1929 r. list jednego z awangardowych proboszczów zawierał fundamentalne wręcz pytanie: „Czy matka, której Opatrzność dała 9 dzieci, może teraz odpocząć i unikać kolejnego macierzyństwa? Zawsze dobrze wypełniała swoje obowiązki, ma wielkie trudności z wychowaniem potomstwa, stale rosnące koszty życia powodują, iż wielce się niepokoi o przyszłość rodziny. Jakich rad jej udzielić?”

Redakcja odpowiedziała: „Zasługa [tej kobiety] jest niewątpliwa. Jednak to, że tej czcigodnej małżonce taki zaszczyt przynosi wydanie na świat dziewięciorga dzieci, nie wystarczy, byśmy przyznali jej prawo do odpoczynku w wieku, kiedy może być jeszcze przy nadziei. (…) Jest związana więzami małżeństwa i przestała być panią swego ciała, które oddała małżonkowi dla spełnienia obowiązku małżeńskiego, a w pierwszym rzędzie płodzenia dzieci. Cóż jej pozostaje? Przekonać małżonka do przyjęcia jej punktu widzenia, do wyrzeczenia się korzystania z małżeństwa i zachowania wstrzemięźliwości, a przynajmniej do ograniczenia się do dozwolonych pieszczot małżeńskich drugiego rzędu, które mają ten tylko skutek, że podtrzymują wzajemną przyjaźń bez łączenia ciał w jedno ciało. (…) A jeśli mimo wymowy jej słów i mocnych argumentów nie zwycięży, pozostaje jej, cokolwiek by się powiedziało, cokolwiek by się zrobiło, jedno uczciwe wyjście: spełnić znowu swój obowiązek”.

Źródło:
„Niezbędnik Współczesny” nr 3/2018, s. 44

Nowa rada rodziców ustaliła: żadnych zajęć z tolerancji, integracji i innych takich bzdur. Dyrektorce kazano zdjąć wszystkie gazetki ścienne o cudzoziemcach. Informacje o tym, jak się przywitać w innym języku, zastąpiły fotografie żołnierzy wyklętych.

Teraz, jak cudzoziemskie dzieci przynoszą cukierki, polskie nie chcą ich wziąć. Uczniowie piątej klasy deklarują: Polska dla Polaków. Do szkoły zawitało, kiedyś nieznane, słowo „ciapaty”. „Wystrzelać tych ciapatych” – popisują się dzieci, które jeszcze chwilę temu bawiły się ze znajomymi z ośrodka.

Źródło:
Bartosz Józefiak, “Integracja po polsku”, Tygodnik Powszechny, 20 maja 2018, nr 21, s. 31

W kraju wojujących sumień coraz częściej wybawieniem okazuje się lekarz dentysta czy wręcz weterynarz. K. dostała tabletki na antykoncepcję awaryjną od lekarza swojej kotki. – Że niby wyszła za płot i się oddała jakiemuś bezdomnemu futrzakowi – opowiada. K. nie wiedziała dokładnie, co lekarz przepisał. Julita też skorzystała z tej drogi. – Kończyły mi się plastry i zależało mi na szybkiej wizycie, co było możliwe w mojej przychodni rodzinnej. Miałam 25 lat, ale w przychodni trafiłam na młodego ginekologa, który powiedział, że jestem za młoda, żeby wypisać mi antykoncepcję, i zaczął wypytywać, czy myślałam już o urodzeniu dziecka. Parę dni później podczas wizyty u weterynarza z psem opowiedziałam mu o zajściu w przychodni i on zaoferował pomoc. Plastry zostały wypisane na kotkę.

Źródło:
Agata Szczerbiak, “Lekarze sumienia”, Polityka, 4 kwietnia 2017

Teksty piosenek dla dzieci z portalu dla rodziców – piosenka dnia:

Raduje się serce, raduje się dusza,
Gdy Pierwsza Kadrowa na wojenkę rusza.

Celem piosenki jest wprowadzenie dzieci w tematykę konfliktów zbrojnych. Materiały ilustracyjne:
http://mindprod.com/politics/iraqwarpix.html

Raduje_sie_serce

Stany Zjednoczone to pod wieloma względami kraj Trzeciego Świata. Najnowszy przykład: mamy rok 2015, a amerykańska policja właśnie się zorientowała, że aresztowanie dzieci będących ofiarami wykorzystywania seksualnego niekoniecznie jest najlepszym pomysłem. Niezrozumiała jest też logika, która doprowadziła postępowego szeryfa do takiego odkrywczego wniosku. W liście do pracowników użył argumentu, że dzieci nie mogą w żadnych okolicznościach świadomie wyrazić zgody na kontakty seksualne. Takie stwierdzenie (chociaż słuszne) w tym kontekście wydaje się sugerować, że gdyby mogły wyrazić taką zgodę, byłyby groźnymi przestępcami, których trzeba aresztować.

Źródła:
http://laist.com/2015/10/21/child_sex_trafficking.php
http://www.latimes.com/local/lanow/la-me-ln-sheriff-children-sex-trafficking-20151021-story.html

Pierwszy milion trzeba ukraść. Podobno autorem tego popularnego w Polsce hasła jest Jan Krzysztof Bielecki. Sformułowanie to wydaje się dobrze odzwierciedlać jeden z punktów przedstawionego dziś programu kandydatki Sojuszu Lewicy Duszpasterskiej na prezydenta Magdaleny Ogórek. Zamierza ona „znieść wszelkie ograniczenia prawne” i „znieść wszelką karalność wykroczeń gospodarczych przez pierwsze dwa lata działalności gospodarczej dla osób poniżej 25 roku życia”. Taki postulat naraża ją jednak na oskarżenia o ageism, czyli dyskryminację ze względu na wiek. Skoro zdaniem Magdaleny Ogórek takie prawo sprzyjałoby przedsiębiorczości i miałoby korzystny wpływ na gospodarkę, należy objąć nim również inne grupy wiekowe. Nieskrępowany wolny rynek w naturalny sposób wyeliminuje nieuczciwych przedsiębiorców, a obywatele szczególnie poszkodowani przez oszustów będą mogli wziąć sprawiedliwość w swoje ręce. Będzie to możliwe dzięki realizacji kolejnego punktu programu kandydatki, jakim jest rozwój i szkolenie klubów strzeleckich i myśliwskich.

Sprawa likwidacji studiów filozoficznych w Białymstoku z powodu ich “nierentowności” wywołała w Polsce ożywioną debatę na temat roli i perspektyw tego kierunku, a także całej humanistyki. W ostatnich miesiącach zaowocowała ona licznymi artykułami w prasie codziennej, tygodnikach i mediach elektronicznych, jak również listem otwartym polskich intelektualistów do minister nauki. W tym kontekście warto zacytować Johna Lachsa, profesora filozofii z Vanderbilt University, który w artykule zatytułowanym „Has Philosophy Lost Its Way?” (Philosophy Now, issue 99, Nov/Dec 2013, p. 30) pisze:

„Philosophy is always in crisis, and its death is frequently announced. Yet it is a survivor and tends to outlive its murderers and morticians.”

Dotychczas nie zdawałem sobie sprawy ze swojego ubóstwa. Od czego jednak mamy media opiniotwórcze, które należycie spełniają swoją misję uświadamiania czytelnikom ich miejsca w drabinie społecznej. Na przykład „Dziennik Gazeta Prawna” (nr 109 z 7 czerwca) w artykule „Szczęśliwy jak Polak” pisze, że kwota 2,5 tys. zł miesięcznie pozostająca do dyspozycji po odliczeniu stałych wydatków (w tym spłaty kredytów mieszkaniowych i samochodowych, czynszu i opłat za mieszkanie i media, a także wydatków na paliwo oraz żywność) pozwala ledwie na „przetrwanie”, a z pewnością nie umożliwia „życia na poziomie”. Skoro tak twierdzi redakcja gazety reklamującej się hasłem „patrzymy obiektywnie”, to muszę pogodzić się z obiektywnym faktem, że moja nadzieja na przetrwanie jest jedynie iluzją.

Wczoraj, wracając z pracy, postanowiłem wstąpić do Tesco celem zakupu mojego ulubionego środka piorącego, który akurat mi się skończył. Z zamiaru tego zrezygnowałem gdy okazało się, że mimo późnej pory musiałbym czekać w kolejce do kasy dobre kilkadziesiąt minut. Z jednej strony powinienem być wdzięczny miłościwie nam panującym za to, że uchronili mnie przed pogwałceniem prawa naturalnego praniem w dzień świąteczny. Z drugiej jednak strony przyczynili się oni do pogłębienia nadchodzącej katastrofy demograficznej – nietrudno wyobrazić sobie, ilu młodych Polaków mogłoby zostać poczętych ostatniej nocy, gdyby ich rodzice nie musieli stać o godzinie 23 w gigantycznych kolejkach. Politycy próbujący wprowadzić zakaz handlu obowiązujący co kilka dni będą mieli na sumieniu masy niepoczętych dusz i szybszy upadek Narodu.

Hipermarket Tesco, Łódź Widzew, godzina 23:05

Hipermarket Tesco, Łódź Widzew, godzina 23:05

%d bloggers like this: